Reklama

Nie czuję do Ciebie nienawiści

Reklama
Reklama

Trzeciego dnia Weronika idzie do parku, gdzie bywali razem. Tamta ławka pod klonem, na którym szeptali marzenia, znowu czeka. Przysiada, wspominając, jak Rafał kiedyś powiedział: Chcę, żebyśmy mieli dom z wielkimi oknami, tak żeby rano słońce zaglądało do pokoju i żeby zawsze było w nim szczęście. Zbyła to wtedy uśmiechem. Dziś te słowa brzmią jak coś zmarnowanego.

Zamyślona, słyszy nagle:

Weronika?

Odwraca się. To Artur ich wspólny kumpel. Wygląda na lekko zdziwionego, ale zaraz szczerze się uśmiecha.

Nie spodziewałem się cię zobaczyć mówi, unosząc brwi. Jak się masz?

Weronika przez chwilę milczy, wybierając słowa. Chce zabrzmieć naturalnie, ale głos trochę jej się łamie.

W porządku. Przyjechałam do mamy.

Artur kiwa głową, mierzy ją wzrokiem, ale nie drąży. Zaprasza na ławkę. Siadają, on opowiada o tym, co nowego w mieście, a jej to pomaga na moment rozluźnić się. Słucha, odzywa się od czasu do czasu, w głowie kotłuje się jednak myśl: znów tu jest, gdzie całe miasto i każda alejka przypomina o dawnych czasach.

W pewnej chwili Artur pyta bez nacisku:

Widziałaś się z Rafałem?

Weronika spuszcza wzrok na liście zalegające pod nogami. Po długiej chwili odpowiada:

Tak. Wczoraj.

I jak było?

Nie chce mnie znać Weronika mówi ledwo słyszalnie, jakby musiała walczyć o każde słowo. Nienawidzi mnie.

Artur wzdycha, siada bardziej wygodnie, patrzy gdzieś na alejkę pogrążoną w mglistej jesieni. Milczy przez chwilę, w końcu odzywa się:

Wiesz, długo nie mógł się z tym pogodzić. Po prostu zniknęłaś, Weroniko. Bez słowa. Dla niego to był cios w plecy.

Weronika zaciska dłonie, czuje, jak zamiera coś w środku.

Wiem szepcze. To wszystko moja wina.

Artur patrzy na nią łagodnie, nie zamierza jej moralizować.

Próbował cię zapomnieć kontynuuje. Poznawał inne, ale to nie działało. Mówił, że nikogo nie kocha tak, jak ciebie. Po twojej demonstracji było mu naprawdę źle.

Weronika kiwa głową. Potrafi wyobrazić sobie, jak Rafał próbuje żyć dalej, jak zmusza się, by nie pamiętać jej głosu, jej gestów. Najgorsze jednak, że to ona mu to zrobiła.

Nie chciałam tego wyznaje, bardziej do siebie niż do Artura. Myślałam, że wybieram dobrze. Szukałam stabilności

Artur nie przekonuje ją do niczego po prostu siedzi i czeka, pozwalając jej przetrawić to, co usłyszała. Park pogrążony jest w złotej mgiełce, liście tańczą, gdzieś daleko śmieją się dzieci. Życie idzie dalej.

Weronika zagryza wargę, zaciska pięści, łzy napływają jej do oczu.

Nie chcę, by mi wybaczał mówi, z trudem dobierając słowa. Chciałam tylko, żeby wiedział, jak bardzo żałuję. Że ciągle o tym myślę, że zamieniłabym wszystko za jedno przepraszam.

Artur patrzy uważnie.

Może jemu nie trzeba tego wiedzieć odzywa się w końcu. Zostaw go, nie przyjeżdżaj już. Długo się podnosił. Twój powrót wszystko rozgrzebał. Wczoraj zadzwonił do mnie, był kompletnie pijany. Od lat go takiego nie widziałem. Nie niszcz mu życia, Weroniko.

Weronika wie, że ma rację. Jej nagły powrót, próby kontaktu tylko zburzyły spokój, którego Rafał tak długo szukał. Chcąc odpokutować winę, tylko otworzyła stare rany