Mokre ręczniki przy basenie, okruszki brioszki na tarasie, śmiech na schodach.
Proste rzeczy.
Zwykłe rzeczy.
Rzeczy, które prawie straciłam.
Pewnego niedzielnego popołudnia siedzieliśmy przy basenie. Niebo było czyste, morze migotało w oddali, a Elise jadła kawałek tarty truskawkowej z większą ilością kremu na nosie niż w ustach.
Spojrzała na mnie.
„Tato… czy nadal jestem twoją księżniczką?”
Poczułam ucisk w gardle.
Delikatnie starłam krem z jej twarzy.
„Zawsze będziesz moją księżniczką”.
Potem spojrzałam na Louisa, siedzącego obok nas i poprawiającego mały żagiel na jednej ze swoich łodzi.
„A ty, ty jesteś najdzielniejszym kapitanem, jakiego znam”.
Louis spuścił wzrok, zawstydzony.
Potem się uśmiechnął.
Lekki uśmiech.
Swobodny.
Uśmiech w jego wieku.
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !