Reklama

Wróciłam do Francji tydzień wcześniej niż planowałam, nikomu nie mówiąc, tylko po to, by zrobić niespodziankę moim dwójce dzieci… ale gdy tylko przekroczyłam bramę willi, widok, który miałam przed oczami, wbił mnie w ziemię.

Reklama
Reklama

Mokre ręczniki przy basenie, okruszki brioszki na tarasie, śmiech na schodach.

Proste rzeczy.

Zwykłe rzeczy.

Rzeczy, które prawie straciłam.

Pewnego niedzielnego popołudnia siedzieliśmy przy basenie. Niebo było czyste, morze migotało w oddali, a Elise jadła kawałek tarty truskawkowej z większą ilością kremu na nosie niż w ustach.

Spojrzała na mnie.

„Tato… czy nadal jestem twoją księżniczką?”

Poczułam ucisk w gardle.

Delikatnie starłam krem ​​z jej twarzy.

„Zawsze będziesz moją księżniczką”.

Potem spojrzałam na Louisa, siedzącego obok nas i poprawiającego mały żagiel na jednej ze swoich łodzi.

„A ty, ty jesteś najdzielniejszym kapitanem, jakiego znam”.

Louis spuścił wzrok, zawstydzony.

Potem się uśmiechnął.

Lekki uśmiech.

Swobodny.

Uśmiech w jego wieku.

Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !

Reklama
Reklama