Reklama

Nie czuję do Ciebie nienawiści

Reklama
Reklama

Następnego dnia Weronika postanawia przejść się przez centrum miasta bez planu, ot tak, dla zaczerpnięcia powietrza, zobaczenia znajomych miejsc w świetle dnia, poczucia rytmu ulic, który kiedyś był jej światem. Idzie powoli, zatrzymując się przed wystawami, mimowolnie rozpoznając to, co dawno wyblakło w pamięci: kiosk z gazetami, gdzie kupowała komiksy, ławkę, na której z koleżankami przesiadywała po szkole, kawiarenkę, gdzie pierwszy raz zamówiła cappuccino i o mało nie wylała go na nową bluzkę.

I nagle go widzi.

Rafał idzie drugą stroną ulicy. Nie zauważa jej patrzy przed siebie z lekko pochyloną głową, jakby pogrążony w myślach. Weronika zamiera. W środku wszystko wywraca się do góry nogami tak gwałtownie, że na moment zapomina, jak się oddycha. Nic się nie zmienił wysoki, ta sama lekka, trochę rozluźniona postawa, którą tak dobrze pamięta z młodości. Ten sam ruch, ten sam kształt sylwetki, nawet fryzura bez zmian.

Nie myśląc, rzuca się przez jezdnię. Światło zmienia się na żółte, z którejś strony słychać klakson, ale ona tego nie słyszy. Nogi prowadzą ją same, serce wali jak oszalałe, aż słychać je chyba na całą ulicę.

Rafał! woła, łapiąc go przy wejściu do sklepu.

Głos jej się łamie nie wiedziała, że aż tak się denerwuje. On odwraca się i nic. Bez radości, bez gniewu. Po prostu nic.

Weronika? mówi spokojnie, niemal obojętnie.

Ten ton równy, wyprany z emocji rani bardziej, niż się spodziewała. Wszystko, co przez te siedem lat wyciszała w sobie, nagle wybucha na zewnątrz. Oczy napełniają jej się łzami, głos drży, nie jest już w stanie się zatrzymać.

Rafał, ja tak bardzo żałuję wyciska z siebie z trudem. Wiem, że nie powinnam nawet do ciebie podchodzić, ale ja łka, próbując się ogarnąć, lecz łzy bezwiednie płyną po policzkach, a ona nawet nie próbuje ich otrzeć. Kocham cię. Nadal cię kocham. Przepraszam cię. Proszę, wybacz mi!

Mówi pospiesznie, nieskładnie, bojąc się, że gdy się zatrzyma, zabraknie odwagi by pójść dalej. W głowie szaleje wszystko tłumaczenia, wyjaśnienia i prośby, ale z tego chaosu na zewnątrz wychodzą tylko najważniejsze słowa. Te, które przez tyle lat nosiła w sobie.

Przytula go, wtula się w jego pierś, jakby chciała tym gestem odzyskać to, co straciła siedem lat temu. Nie ma tu ludzi, nie ma ulicy istnieje tylko jego ciepło i desperacka nadzieja, że ją przytuli.

Rafał nie odsuwa się od razu. Przez ułamek sekundy ma wrażenie, że drgnął ramiona lekko się opuszczają, dłonie jakby chciały objąć ją z powrotem. To mgnienie budzi w niej płomyk wiary: może można jeszcze coś naprawić? Może i dla niego te wspomnienia były ważne? Może?

Ale moment mija. Rafał mocno chwyta ją za ramiona i stanowczo, lecz łagodnie odsuwa. Wyraz twarzy chłodny, opanowany, spojrzenie twarde. Nie patrzy na nią jak chłopak, z którym kiedyś śmiała się do łez i planowała przyszłość, lecz jak dorosły mężczyzna, którego serce już dawno zakryły mury.

Zniknij stąd szepcze jej do ucha.

Brzmi to cicho i tak bezuczuciowo, jakby była zupełnie obcą osobą.

Nienawidzę cię po chwili dorzuca, a w spojrzeniu pojawia się coś z pogardą.

Odwraca się i odchodzi, nie oglądając się za siebie. Weronika stoi oszołomiona. Świat wokół trwa dalej: ludzie spieszą się do pracy, auta trąbią na skrzyżowaniu, gdzieś w tle śmieją się dzieci. Ktoś rzuca na nią skośne spojrzenie, dziwiąc się, czemu dziewczyna stoi pośrodku ulicy z nieobecnym wzrokiem i bladą twarzą. Ale ona niczego z tego nie dostrzega.

Słyszy tylko oddalające się kroki Rafała i własny, urywany oddech. Każda sekunda ciągnie się jak wieczność, a w głowie powtarza się jedno: To już koniec. Na zawsze.

Powoli rusza w stronę domu. Nogi chce jej się plączą, każdy krok to ciężar, ale idzie, ślepo patrząc przed siebie. W głowie pustka nie ma myśli, nie ma uczuć, tylko głuche echo jego słów.

Wchodząc do mieszkania mamy, nawet nie próbuje się tłumaczyć. Przechodzi cicho do pokoju, siada na krześle i patrzy przez okno. Matka, widząc jej zniszczoną twarz i pusty wzrok, nie zadaje pytań. Tylko cicho wzdycha, jakby od dawna czekała na ten moment, i idzie nastawiać czajnik. Dźwięk gotującej się wody i zapach herbaty są tak codzienne i zwyczajne, że kontrastują ze wszystkim, co dzieje się w środku Weroniki. Ale właśnie ta prostota, ta codzienna rutyna, przywraca jej odrobinę rzeczywistości.

Nie wybaczył mi szepcze Weronika, ściskając w dłoniach kubek z gorącą herbatą. Ciepła para łaskocze delikatnie policzki, ale prawie tego nie zauważa. Palce kurczą się mocniej, jakby chciały zatrzymać to, co nieuchwytne, a spojrzenie utkwione jest w bursztynowej powierzchni napoju, gdzie odbijają się blade światła lampy.

Mama siada przy niej, gładzi ją po ramieniu, jak kiedyś, gdy wracała z rozbitym kolanem albo po kłótni z koleżanką. Ten prosty gest sprawia, że Weronika znów czuje się mała, bezbronna, jakby wszystkie dorosłe wybory i błędy po prostu znikły.

Wiedziałaś, że tak będzie mówi cicho matka. Nie wyrzuca, tylko smutno stwierdza.

Wiedziałam Weronika w końcu odrywa wzrok od herbaty. Jej głos brzmi spokojnie, ale można w nim wyczuć ciężar tak, jakby od dawna powtarzała sobie te słowa. Ale miałam nadzieję. Głupie to, prawda?

To wcale nie głupota odpowiada łagodnie matka. Po prostu wybrałaś swoją drogę. Bardzo skrzywdziłaś Rafała, długo nie mógł się pozbierać Był jak ten Kacper z bajki. Nikt nie mógł już roztopić jego serca.

Weronika odstawia filiżankę i zapada się w oparcie krzesła. Przed oczami pojawia się obraz sprzed siedmiu lat.

Wtedy wszystko wydawało się takie proste, takie jasne. Miała dwadzieścia dwa lata wiek, w którym przyszłość mieni się kolorami, a każda przeciwność wydaje się do pokonania. Obok był Rafał cichy, ciepły, ten, na którego zawsze można było liczyć. Nie mówił dużo o uczuciach, ale zawsze był obok, słuchał, wspierał, pomagał.

Ale była też rzecz, którą wtedy uznała za problem. Rafał pracował na budowie i uczył się zaocznie, marzył o własnej firmie miał poważne plany, ale ich realizacja wymagała czasu. Weronika nie chciała czekać.

Nie marzyła o bogactwie. Pragnęła stabilności, pewności jutra. Chciała wiedzieć, że za rok, dwa, pięć będzie miała pracę, mieszkanie, będzie mogła żyć po swojemu. A z Rafałem wszystko wydawało się chaotyczne wieczne dorabianie, nauka nocami, marzenia rozbite o realia codzienności.

Kiedy wujek z Warszawy zaproponował jej pracę, zgodziła się niemal od razu. Nie zastanawiała się długo to była konkretna szansa, której nie chciała przegapić.

Była też inna prawda o której nie lubi sobie przypominać. Akurat wtedy, gdy zamieszkała w stolicy i dostała posadę, w jej życiu pojawił się Jacek. Zamożny biznesmen, o wiele starszy od niej pewny siebie, przyzwyczajony do zdobywania wszystkiego, czego zapragnie. Poznali się przypadkiem na firmowej imprezie, gdzie czuła się onieśmielona, w nowej sukience, wśród ważnych ludzi. Jacek natychmiast zwrócił na nią uwagę, zagadał, dopytywał o plany, o przeszłość.

Nie żałował na kwiaty (bukiety z kartką: Najpiękniejszej) ani na zaproszenia do restauracji, do których przedtem nawet nie wstępowała. Chodził z nią na wystawy, do teatrów, kupował to, co kiedyś wydawało jej się poza zasięgiem jedwabne szale, delikatną biżuterię, buty na wysokim obcasie. Każdy prezent okraszał komplementem: Zasługujesz na lepsze życie, Weroniko, Nie ograniczaj się, przyjmuj dary losu.

Początkowo Weronika wzbraniała się, tłumaczyła, że nie potrzebuje prezentów, że to przesada. Ale Jacek potrafił przekonywać. Z czasem zaczęła akceptować jego zabiegi, uległa tej lśniącej iluzji: wieczory w drogich restauracjach, podróże taksówką premium, możliwość wejścia do sklepu i kupienia czegokolwiek bez patrzenia na cenę. Było to jak sen, z którego nie chciała się obudzić.

Zaczęła się z nim spotykać nie z miłości, a przez magię wygody i stabilności. Z Jackiem nie musiała martwić się o jutro, czy wystarczy jej na mieszkanie czy na nowy kostium. On robił wszystko za nią, zapewniał spokój.

Ten świat podobał jej się do tego stopnia, że prawie zapomniała o zakochanym w niej chłopaku z miasta. A nawet zaczęła go lekceważyć, powtarzając sama sobie, że Rafał nigdy do niczego nie dojdzie.

Pewnego dnia Weronika odwiedziła rodzinne miasto nie żeby zobaczyć się z Rafałem, ani wyjaśniać się z nim czy zamienić kilka słów. Chciała tylko jedno: pokazać mu swoje nowe życie, udowodnić, że dokonała dobrego wyboru. Gdzieś w środku liczyła: niech zobaczy, że nie była to pomyłka, że umiała się wyrwać z jego niepewności.

Z rozmysłem wybrała modną kawiarnię przy głównej ulicy, gdzie Rafał czasem zachodził na kawę po pracy. Ubrała elegancką sukienkę, prezent od Jacka na urodziny, cieniutki pasek podkreślał talię, na ręce połyskiwał pierścionek z dużym oczkiem także prezent. Trzymała w dłoni ekskluzywną torebkę, świeżutko kupioną.

Gdy Rafał wszedł do kawiarni, Weronika od razu go poznała. Siedziała blisko okna, zaśmiała się na cały głos na jakąś uwagę towarzysza i celowo tak się ustawiła, żeby Rafał ją zobaczył. Ich wzrok się spotkał. W oczach Rafała ujrzała zakłopotanie, ból i niedowierzanie wszystko, czego w sobie do tej pory nie chciała dostrzegać. Zamiast jednak zawstydzić się, odpowiedziała jego spojrzeniu spokojnie.

W tamtej chwili czuła się wygrana. Udowodniła sobie i jemu, że wybrała dobrze, że jej świat to nie domysły i niepewność, a konkret, możliwości, luksus. Przekonywała siebie, że czuje satysfakcję, że właśnie to jej się należało.

Ale gdy Rafał wyszedł z kawiarni, a ona dalej siedziała przy stoliku, jej śmiech zamarł. Spojrzała na pierścionek, na torebkę, na partnera naprzeciwko, który nieprzerwanie coś opowiadał, i poczuła pustkę. Wszystko to prezenty, kwiaty, uwaga nagle wydało jej się odległe i fałszywe. Mimo że nadal rozmawiała i uśmiechała się sztucznie, coś w niej szeptało: Czy było warto?