„Zajął moje miejsce”.
W tłumie rozległ się westchnienie.
„Odepchnął mnie… i powiedział: »Zabierz ich do domu«”.
Łzy spływały po policzkach matki.
„To dzięki niemu… pozostała szesnastka żyje”.
Zapadła cisza.
Beto zrobił krok w jej stronę.
„Obiecałem mu… że wrócę i sam ci opowiem”.
Pani Leroy wybuchnęła płaczem.
Ale nie była to już rozpacz.
To był ból… przesiąknięty dumą.
Generał podszedł.
Jego głos znów zabrzmiał, mocny i wyraźny:
„Szeregowy Julien Leroy zostanie pośmiertnie odznaczony Legią Honorową”.
W tłumie rozległ się szmer emocji.
Potem, powoli… coś się zmieniło.
Don Chuy – nie, Jean – zrobił krok naprzód.
Jego ręce drżały.
Nie patrzył już na nikogo.
Tylko na Beto.
„Ja…” – jego głos się załamał – „…przepraszam”.
To nie żart.
Nie było śmiechu.
Po prostu człowiek złamany własnym wstydem.
Następny za nim.
A potem kolejny.