Reklama

WŁAŚNIE OGŁOSILI! Zobacz więcej

Reklama
Reklama

ek wara”.

Ta wymiana zdań pokazała, że spór o Radę Pokoju to nie tylko różnica w ocenie polityki zagranicznej, lecz także narastające napięcie personalne między najważniejszymi osobami w państwie. Eksperci zwracają uwagę, że podobne publiczne starcia mogą osłabiać wizerunek Polski na arenie międzynarodowej.
Jest decyzja. Kto poleci do Waszyngtonu?
We wtorek głos zabrał rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. W krótkim komunikacie poinformował, że w czwartkowym spotkaniu inaugurującym Radę Pokoju w Waszyngtonie prezydenta będzie reprezentował szef Biura Polityki Międzynarodowej, minister Marcin Przydacz.
To oznacza, że Karol Nawrocki nie poleci osobiście do Stanów Zjednoczonych, ale Polska nie pozostanie całkowicie nieobecna podczas inauguracji. Wysłanie swojego przedstawiciela można interpretować jako gest ostrożności – z jednej strony brak formalnego zaangażowania, z drugiej utrzymanie kanałów komunikacji z amerykańską administracją.
Decyzja ta może być próbą złagodzenia napięć z rządem, który nie chce jednoznacznie poprzeć inicjatywy Donald Trump. Jednocześnie Pałac Prezydencki pokazuje, że zamierza aktywnie uczestniczyć w kształtowaniu polityki zagranicznej.
Na razie nie wiadomo, czy sprawa powróci na kolejnym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego ani czy rząd przedstawi bardziej zdecydowane stanowisko. Pewne jest jedno: inauguracja Rady Pokoju w Waszyngtonie stała się kolejnym polem politycznej rywalizacji w kraju.
Czy to tylko chwilowa burza, czy początek głębszego konfliktu kompetencyjnego między rządem a prezydentem? Odpowiedź poznamy w najbliższych tygodniach. Jedno jest pewne – temat relacji z USA i udziału w nowych inicjatywach międzynarodowych jeszcze długo nie zniknie z politycznej agendy.

Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !

Reklama
Reklama