Po roku małżeńskim. zawartość była skromna, na trzydzieści osób, w kawiarni. Andriej nastąpił do mieszkań Olgi, a pierwsze miesiące małżeństwa były używane.
Mógł być to, że mieszkanie należy do żony, nigdy nie kontrolowanego, ani niczego innego bez jej zgody. Żyli spokojnie i harmonijnie, każdego dnia zajmują się swoimi sprawami, a wieczorami oglądali filmy lub czytali książki.
Ale w ich cichym małżeństwie była jedna bolesna kwestia — brat męża. Igor, młodszy brat Andrieja, był jego całkowitym przeciwieństwem. Głośny, omów siebie, z manierami dorobkiewicza.
Pracował jako menadżer w firmie budowlanej, zarabiał dobre pieniądze — pod sto tysięcy miesięcy plus „premie” i prowizje. Igor wynajmował drogie, dwupokojowe mieszkanie w centrum za sześćdziesiąt tysięcy, jeździł nowej funkcji, nosił markowe ubrania. Żył na przyszłość, nie myśląc o przyszłości.
Od pierwszych spotkań Igor odnosił się do Olgi z ledwie główną pogardą. Na uroczystościach pozwala sobie na złośliwości.
— Nie, co, Ola, jak tami dwaj uczniowie? Nadal stawiasz tę samą dwójkę? — kpił Igor, nalewając sobie whisky.
— Wszystko w porządku — spokojnie Olga.
— Co tam może być w porządku na nauczycielskiej pensji? Pewnie grosze zabezpieczającesz. Dobrze, że Andriej wyciągnął cię z tej nędzy.
Olga zaciskała pięści pod stołem, ale milczała. Andriej udawał, że nie słyszy, albo zmieniał temat. Igor ciągnął dalej: