A dla Emily było to wspomnienie kobiety, która ją wychowała.
Pani Rosa Bennett.
Dobroduszna wdowa z południowego Dallas, która sprzedawała tamales, słodki chleb i domową gorącą czekoladę z małego stoiska z jedzeniem, ponieważ nikt inny nie chciał przygarnąć osieroconej dziewczynki, która została sama trzydzieści lat wcześniej.
Daniel spojrzał na Emily z widoczną irytacją, po czym rzucił kluczyki do swojego czarnego, importowanego Astona Martina parkingowemu przed historycznym hotelem Arlington Manor w centrum Dallas.
Na jego twarzy malowało się to samo zimne zażenowanie, które zawsze okazywał, gdy Emily przypominała mu, skąd pochodzi.
„Proszę cię, Emily” – mruknął, nerwowo poprawiając złoty Rolex. „Dzisiejszy wieczór jest kluczowy dla mojej przyszłości. Rada nadzorcza jest tutaj. Inwestorzy są tutaj. Senatorowie, prezesi… i co najważniejsze, mój szef”.
„Wiem” – powiedziała cicho, próbując się uśmiechnąć. „Właśnie dlatego przyszłam. Żeby cię wesprzeć”.
Daniel wybuchnął ponurym śmiechem.
„Nie rozumiesz. Ta sukienka…” Zniżył głos. „Wyglądasz jak kelnerka z cateringu”.
Słowa te popłynęły jej po kręgosłupie niczym lodowata woda.
To nie był pierwszy raz.
Kiedy się poznali, Emily pracowała przy wypełnianiu dokumentów w klinice zdrowia non-profit w Oak Cliff. Daniel przyjechał na publiczną zbiórkę pieniędzy. Był wtedy czarujący – troskliwy, serdeczny, mówił, że ma dość fałszywych bogatych kobiet i uwielbia prostotę Emily.
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !